HISTORIA

WSTĘP  

Powrót do strony głównej

Za zgodą mego Przyjaciela - Henryka Czarneckiego,  pozwalam sobie do tej  strony dołączyć  fragment opracowania " Młodociani więźniowie polityczni"

  My, byli więźniowie  polityczni lat 1945 – 1956  po wielu trudnych latach jesteśmy jak poprzednio, znów  razem. Możemy się spotykać bez obawy dekonspiracji - bezpośrednio lub  poprzez media  elektroniczne. Po ciężkich doświadczeniach w śledztwie, pobycie w więzieniach, po pracy w kopalniach, czy kamieniołomach - nawet mając zrujnowane zdrowie,  możemy  dać świadectwo, iż życie nasze nie zostało zmarnowane, że mimo bagażu lat - nie zatrzymaliśmy się w rozwoju, że  potrafimy wnieść w życie społeczne  to co najistotniejsze dla każdego Narodu :

PAMIĘĆ  O  KORZENIACH, PRZYWIĄZANIE DO WOLNOŚCI I MIŁOŚĆ DO OJCZYSTEJ ZIEMI.

Aby nie dopuścić do zatarcia pamięci o tysiącach ludzi, kiedyś młodych, pełnych sił i wiary w swoje ideały, z nadzieją na odzyskanie niepodległości Polski i suwerennego bytu Narodu. Aby zachować te dążenia w  sercach i głowach  młodzieży  – chcemy korzystając z Internetuprzekazać naszym młodszym kolegom pełną wiedzę o TAMTYCH  LATACH -  by NARÓD  WOLNY nie zatracił pamięci  o cenie poniesionej na rzecz  dnia dzisiejszego,  odzyskanej  wolności  - o  wysiłku  tego pokolenia, włożonego w walkę o wolną i niepodległą POLSKĘ. Walkę często pogardliwie kwitowaną słowami  jednego z  przesłuchujących nas oficerów UB :...... " z motyką na słońce  - przeciw masom robotniczo - chłopskim..?!."  - I nie miał racji, jak pokazał czas.  Losy tego pokolenia nie znajdują swego miejsca  w bibliografii historycznej. Jedyną pozycją wydaną przez Wydawnictwo RETRO  w roku 1994 (Lublin) to : „ Konspiracja młodzieży szkolnej lat 1945-1956 „ - autorstwa Henryka Pająka  Jest  to pierwsza publikacja  faktograficzna o tym ponurym rozdziale powojennej historii Polski. Autor tego opracowania – historyk - tą publikacją, zamierzał przetrzeć ścieżki wiodące do późniejszych monograficznych opracowań gehenny pokolenia młodocianych patriotów. Jednak  w wyniku niezrozumiałej polityki edukacyjnej oraz wydawniczej,  książka ta nie znalazła się w bibliotekach szkolnych, zaś tematyka -  w programie badawczym powołanego w miejsce  Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu  - Instytutu  Pamięci Narodowej.  Wobec nikłego nakładu, pozyskanie tej ksiązki jest wręcz niemożliwe. Stąd pozwałam sobie przedstawić  tylko uproszczoną analizę tematu, ocenę i myśl przewodnią autora, w  wybiorczym opracowaniu  : " Młodociani więźniowie polityczni."

                                                                                                                                           Henryk Czarnecki "Wiktor"

                                                                                                                 Członek OP "PYTON" d-ca OP "MŁODA POLSKA " - Jaworzniak 

                                                                      Młodociani Więźniowie Polityczni

 Konspiracja i walka młodzieży szkolnej z szalejącym w Polsce w latach 1945-1956 terrorem ubecko - sowieckim, to jedna z nietkniętych jeszcze piórem historyków, najczarniejszych „białych plam” w powojennej historii Polski. Starannie przemilczana, do dziś dyskredytowana na różne kłamliwe  sposoby, bagatelizowana a nawet ośmieszana – kiedyś wreszcie przebije się do świadomości rówieśników tamtego pokolenia. Do ich dzieci. Do wnuków. Ich rówieśnikami  wstrząśnie i zawstydzi, bo „klaskaniem mają opuchłe prawice”. Ich dzieciom wykaże, że ojciec nie był bandytą. Nie był przestępca politycznym, młodocianym wykolejeńcem, którego należało  „resocjalizować”, przywracać na łono zdrowego społeczeństw. Był młodocianym więźniem – patriotą, który z potrzeby serca, z własnej autopsji, z kanonu polskich lektur omawianych na lekcjach historii i języka polskiego – podjął walkę z najgorszą postacią totalitaryzmu, jaką zdołała wydać z siebie ludzkość – z sowieckim komunizmem.

Dla wnuków tamtego pokolenia niech będzie ponurym memento, przestrogą i nakazem wierności Polsce szacunku dla pamięci wielu pokoleń i wielu milionów tych, którzy walczyli, cierpieli i ginęli w imię dziś przez pogrobowców bolszewizmu  zwalczanego i ośmieszanego patriotyzmu.

Ci młodociani konspiratorzy z tamtych lat, stanowią ostatnią formację pokoleniową, która podjęła  walkę z powojennym okupantem. Pokolenie starszych od nich bojowników – konspiratorów antyhitlerowskich, którzy niemal z marszu przeszli do zbrojnej walki z sowieckim okupantem, zostało rozbite, bezwzględnie wyniszczone w pierwszych pięciu latach po wojnie. Już po amnestii z 1947r., w podziemiu i walce pozostali już tylko nieliczni, najwytrwalsi, bez reszty „spaleni”. U progu pięciolecia 1950-1955 było już pewne, że nie będzie oczekiwanej, upragnionej wojny Wschód – Zachód. Polska została oddana w pacht czerwonemu caryzmowiu i dalszy opór wydawał się beznadziejny.

  Tymczasem pokolenie następne, jakże często  synowie tych pokonanych, wymordowanych przez dwóch okupantów, podjęło nową formę walki. Byłą to wojna na plakaty, ulotki, hasła, broszurki, napisy na ścianach, na zrywanie czerwonych płacht, na pracę samokształceniową, na propagowanie  prawdy o Katyniu, na sprzeciw wobec indoktrynacji, na protest przeciwko rozbiciu tradycyjnego polskiego harcerstwa i zastąpienia go przedsionkiem PZPR – Związkiem Młodzieży Polskiej. Był to odruch odrzucenia i wstrętu wobec oficjalnego plugawienia kanonów polskiej literatury, historii, tysiącletnich dziejów Kościoła i wiary katolickiej w Polsce. Był to wreszcie odruch sprzeciwu wobec  jakże licznych przykładów terroru i zniewolenia, osaczających młody umysł na lekcjach, z radia, gazet, z opisów licznych procesów politycznych: w groteskowych gloryfikacjach rządzącej chunty i jej paladynów. Rzadko posiadali broń, ledwo sprawną. Niezwykle rzadko czynili z niej użytek. Ich bronią główną i podstawową  były młode nogi, dodatkowo uskrzydlone świadomością konsekwencji. Ta ich bezkrwawa walka okazywała się jednak niezwykle  dotkliwa, groźna dla potężnego aparatu przemocy. Ulotki,  napisy, zrywane czerwone płachty, pomysłowe formy ośmieszania i dyskredytowania wodzów reżimu, dodawały otuchy udręczonemu, zastraszonemu pokoleniu dorosłych. Dowodziły, że ktoś jeszcze walczy. Ktoś ma odwagę powiesić ulotkę w szkole, w centralnym miejscu miasteczka lub osady, często na murze budynku UB czy MO. Wtedy wyobraźnia przechodnia podpowiadała istnienie rozbudowanej organizacji podziemnej, doświadczonych konspiratorów  i zdeterminowanych bojowników oporu. Tenże przechodzień mógłby po powrocie do domu osłupieć z wrażenia i przerażenia dowiedziawszy się, że tamtą ulotkę pisał na jego własnej maszynie jego własny syn !.

........... Po nieuchronnych aresztowaniach rozpoczynał się rodzicielski bój o uwolnienie, o złagodzenie wyroku. Szły w ruch resztki oszczędności, rozpoczynała wyprzedaż  kosztowności. Pośpiesznie uruchamiano znajomości, wpływy. Brali łapówki ubecy, prokuratorzy, brali sędziowie i adwokaci. Zwykle kończyło się na obietnicach, na minimalnych lub pozornych złagodzeniach wyroku.  Dodatkowymi atutami  stawały się : nieskazitelne opinie  ze szkoły, diagnozy psychiatrów o ograniczonej poczytalności oskarżonego, potem młody wiek, trudne dzieciństwo, brak ojca. Zwykle wyrok był z góry  „zaklepany” i surowy. Jak reagowała szkoła, nauczyciele ?. Na ogół strachliwie, asekurancko lub wręcz wrogo. Selektywny dobór kadry nauczycielskiej w powojennych szkołach średnich sprawiał, że dyrektorem był z reguły człowiek oddany władzy, lub skrycie współpracujący z UB.

            Zastraszeni, sterroryzowani, drżący o swoje posady i skóry dyrektorzy i nauczyciele stanowili większość masy pedagogicznej. Wszechstronna inwigilacja i nieprzerwane naciski były w tym zawodzie szczególnie silne i bezwzględne. Toczyła się przecież walka o rządy młodych dusz, o pranie młodych mózgów, o fałszowanie prawdy historycznej, o wychowanie pokolenia powolnych, posłusznych, ogłupionych obywateli. Kto się sprzeciwiał, kto wyrywał się z nieostrożnym komentarzem na lekcji, ten wylatywał z pracy i trafiał pod wszystko widzącą i pamiętliwą lupę UB i PPR - PZPR.  Kościół był właśnie rugowany ze szkół. Niepokorni duchowni wędrowali do więzień lub byli szykanowani na przeróżne sposoby, toteż szkoła i nauczyciele stawali się najważniejszym odcinkiem frontu walki z wrogiem klasowym.

            Istniejące  w tym samym mieście dwie różne szkoły średnie miewały często dwa  różne oblicza polityczne. O jednej mówiło się, że jest to szkoła „polska”, o innej, że „czerwona”. Niektórzy niepokorni uczniowie spotykali się ze swoimi profesorami w więzieniu we Wronkach czy w Rawiczu, inni obserwowali błyskotliwe kariery swoich byłych belfrów znanych im uprzednio jako posłusznych lub aktywnych bojowników o  Polskę Ludową. Kadrę najlepszych pedagogów, ludzi z wyższym wykształceniem i odpornych na indoktrynację, wcześniej wymordował albo okupant niemiecki lub sowiecki. Nowi mieli do wyboru albo posłuszeństwo  i aktywne kształtowanie młodych socjalistycznych umysłów, albo poniewierkę i szykany.

Liczne były przykłady  przychylności okazywanej młodocianym konspiratorom przez księży – spowiedników. Potem torturowani chłopcy przyznawali niekiedy, że ksiądz wiedział. Tajemnica spowiedzi – niezależnie od stosunku spowiednika do sprawy konspiracji, nie była  żadnym argumentem na obronę – duchowny szedł do paki z artykułu 18 par 1, popularnie zwanego wiedział nie powiedział.

W trakcie  wielomiesięcznego, bezlitosnego śledztwa przesłuchiwacze namiętnie  doszukiwali się dorosłych inspiratorów. Najbardziej poszukiwanym był ksiądz. Na drugiej pozycji – nauczyciel. Na następnych – niedawni konspiratorzy z AK, WiN, NSZ. Marny ich los, jeżeli któremuś udowodniono cokolwiek. Sięgano po prowokacje w seminariach duchownych, wciskano tam agentów, którzy potem szli w „lud” jako zakładacze organizacji młodzieżowych. To samo obowiązywało w katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Nie jest tajemnicą, że ta uczelnia jak żadna inna była nasycona agentami UB.

.....Przekrój  społeczny i socjalny młodocianych więźniów politycznych z lat  1945-1956 był zróżnicowany, ale zdecydowanie przeważała młodzież inteligencka, o tradycjach patriotycznych, dzieci z domów wiernych wierze katolickiej, polskości i elementarnym wartościom moralnym.

 ..Bezpiece udało się rozpracować i osadzić w więzieniach 490 organizacji młodzieżowych – taka liczba występuje w wydanym przez RETRO „ Informatorze o nielegalnych organizacjach i bandach zbrojnych działających w Polsce Ludowej w latach 1944-1956 „ a sporządzonym w 1964 r. przez Biuro ”C” Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. To liczba ogromna a jednak niepełna – część takich organizacji w ogóle nie została zdekonspirowana i osądzona.

Poza zasięgiem dokumentalnego rozpoznania znajdują się także samotni młodociani konspiratorzy, tych zaś należy jeszcze podzielić na aresztowanych i osadzonych oraz na nie ujętych.

... Ponad sześć tysięcy członków organizacji rozpracowanych i skazanych, samotni bohaterowie małej dywersji, wraz z nieznaną bliżej liczbą dzieci i młodzieży osądzonej za samo posiadanie znalezionej broni – składają się na wciąż niepełny obraz represji i cierpień, jakie stały się udziałem pokolenia powojennej dorastającej młodzieży i dzieci.

Skala zjawiska jest do dziś nieznana, nieosiągalna dla dokumentalistów, historyków, drzemie ona w archiwach sądowych i archiwach państwowych w postaci dziesiątków tysięcy akt i tomów procesowych. I takim pozostaną tam na długo a może na zawsze, choć będą ożywać w pracach o charakterze przyczynkarskim, regionalnym. Jak dotąd nie pojawiła się wola dokonania zbiorowego rozliczenia z tym ponurym rozdziałem powojennej przeszłości, podobnie Jak nie istnieje polityczna wola rozliczenia całego tego okresu we wszystkich przedziałach wiekowych jego konspiratorów, w całej mozaice ugrupowań, organizacji i związków podziemnych, w skali całego polskiego zrywu wolnościowego,  którego nie można nazwać inaczej niż powstaniem narodowym. Brak takiej woli, brak możliwości takiej rewindykacji, torpedowanie takich prób przez pogrobowców czasów powojennej pogardy i ludobójstwa, licznie usadowionych w decyzyjnych strukturach,  nieodwracalnie wypaczy ten rozdział historii.

            Trzeba także zdecydowanie rozprawić się z dyskredytującymi ocenami szans wolnościowego zrywu powojennej młodzieży. Jednym z argumentów jej byłych prześladowców i oprawców jest rzekoma beznadziejność, donkiszoteria tamtych zrywów, po co pchaliście palce pomiędzy drzwi ?.

Aż do znudzenia słyszeli te pytania młodzi konspiratorzy podczas nie kończących się przesłuchań. Te szydercze pytania bombardowały ich świadomość*, gasnącą od bicia, tortur i niewyspania. ? Żadnemu nie wolno było, pod groźbą zakatowania odpowiedzieć innym pytaniem a dlaczego ty, łajdaku, znalazłeś się po drugiej stronie barykady ?.

Byli dość łatwymi  obiektami „rozpracowań  operacyjnych”. Przeciętny czas istnienia młodzieżowej organizacji, to jeden rok szkolny, choć było wiele rekordzistek o paroletnim stażu. Mieli przeciwko sobie doświadczone legiony ubowców, szpicli i donosicieli, ich wypróbowane systemy inwigilacji i prowokacji.

Jak się rzekło  - powojenna, zbrojna i masowa konspiracja została już złamana fizycznie i organizacyjnie. Front oporu przeciwnika został  już zwężony i dogorywał. W lasach błąkały się tylko niedobitki powojennej insurekcji powstańczej z pierwszych lat powojnia. Ubecy działali już w warunkach własnego bezpieczeństwa, nieporównanie lepszych niż wówczas, tuż po wojnie. Utrwalała się władza, wraz z nią buta i  okrucieństwo zwycięzców.

Mieli przed sobą przeciwnika nieuzbrojonego, ponadto niedoświadczonego. Była to młodzież nie posiadająca żadnego doświadczenia w zakresie konspiracji. W okresie okupacji niemieckiej, w pierwszych latach po wojnie, rówieśni  im chłopcy działający w organizacjach podziemnych mieli za dowódców i opiekunów doświadczonych konspiratorów, ostrzelanych w bojach partyzantów.

Ten atut nie istniał w odniesieniu do konspiracyjnej młodzieży szkolnej. Była zdana na własne siły, uczyła się na własnych błędach. Terytorialny zakres ich działań był zwykle lokalny, zakreślony granicą miasta i okolic, często szkoły. Dobrze osadzona w realiach społeczności miejskiej, grupa ubeków i szpicli łatwo i szybko zawężała krąg podejrzanych. Z doświadczenia wiedzieli już, że mała dywersja jest z reguły dziełem młodzieży szkół średnich. Każdy posiew ulotek czy napisów, ściągał podejrzenia na uczniów miejscowej szkoły średniej. A tam czaili się pomocnicy UB – młodzi adepci tych służb, ich polityczna wylęgarnia w postaci ZMP, a także niektórzy usłużni nauczyciele.

            Brak doświadczenia prowadził do kardynalnych błędów. Jeżeli ulotki są wykonane na jednym rodzaju papieru, a papier ten jest sprzedawany w jednym lub dwu kioskach miasteczka, to tym samym część roboty operacyjnej jest już wykonana przez samych sprawców. Dopiero po aresztowaniu zdumiony autor odezwy dowiadywał się, że kalka maszynowa wyrzucona do kosza lub pozostawiona na stole, to wierny zapis treści.

Listy, rozkazy, notatki, szyfry wpadały na poczcie, dostawały się do rąk szpicli z ławy szkolnej, a potem były wyśmienitym materiałem dowodowym. Dopiero po czasie przekonywali się, że im więcej członków, grup i podgrup w organizacji, tym krótszy jej żywot. Niewielu wiedziało i pamiętało o tym, że każda maszyna do pisania, których była zaledwie kilka lub kilkanaście w całym miasteczku, posiada swoje „linie papilarne”, na które oczekiwali liczni spece z centralnego laboratorium MBP. I wreszcie – nie wiedzieli, że nie wolno powracać na miejsce ”przestępstwa” – podziwiać własnej roboty, bo w pobliżu miejsca, gdzie w nocy zawisła ulotka, czai się jeden lub kilku szpicli, którzy zapamiętują rysopisy czytających.

            Zatrzymanie jednego oznaczało kres całej grupy. Bezlitosne metody śledztwa załamywały najsilniejszych.  Jedyne co mogli wtedy osiągnąć, to minimalizować swój dorobek, przemilczeć to lub owo, pominąć nazwisko kolegi mało zaangażowanego, nie znanego innym członkom grupy.

 Okrutne metody śledztwa, wielomiesięczna presja fizyczna i psychiczna  łamała młode charaktery, w nich wolę oporu. Szantaż i prowokacja – wmawianie że wszyscy się przyznali, tylko ty jeden jesteś taki  głupi, często osiągały zamierzony skutek> najpierw był straszliwy szok w postaci piekła natychmiastowego bicia i tortur. Był to najważniejszy, decydujący etap całego śledztwa.

Potem następowały tygodnie wyniszczających i poniżających przesłuchań: głód, pragnienie, potworne warunki w celi, wreszcie samotność, poczucie opuszczenia przez najbliższych. Walił się świat wolności, wyobrażeń o prawdzie, czystości, ideach. Był gdzieś daleko a zarazem tak blisko, tuż za ścianą celi lub pokoju przesłuchań.

Z kolegami z grupy spotykali się dopiero podczas konfrontacji, albo na rozprawie. Na ławach dla publiczności dostrzegali wyniszczone udręką twarze i spojrzenia rodziców, sióstr, braci, kolegów z klasy. I także wrogich prześmiewców, starannie dobieranych na tę okazję. Za stołem sędziowskim widniały sylwetki sędziów i prokuratorów, tych strażników systemu, orędowników bezprawnego prawa> Rozpoczynał się proces...

Lądowali  po wyroku we wszystkich możliwych więzieniach, którymi byłą gęsto wówczas usiana polska ziemia. W tym – w kilkunastu o najcięższych rygorach. Takich  gdzie jedynym celem było „zgnojenie skazanych”: jak Wronki, warszawski Mokotów, Rawicz, Strzelce Opolskie, Montelupich w Krakowie, Sztum i innych.

 Skazani w latach 1945 – 1950 młodociani osiadali we wszystkich więzieniach.

            Od 1950 r. utworzono specjalne więzienie „ progresywne” w Jaworznie.  Rozpoczęło się przerzucanie młodocianych skazańców z tych „dorosłych” więzień do Jaworzna. Nie wszystkich.

Skazani na wyższe wyroki nie mogli” demoralizować” tych  z Jaworzna, intensywnie tam  „resocjalizowanych”. Osadzano ich w okrytych ponurą sławą  więzieniach we Wronkach, Rawiczu i innych. Dopiero po kilku latach, zwykle pod koniec odbywania kary, byli przewożeni do Jaworzna.

  Amnestia  z 1952 r. wielu z nich skracała wyroki. Wychodzili na wolność około 1953 r.

Tymczasem setki innych, nowych, skazanych, szczelnie wypełniały miejsca zwolnionych – walka trwała.

Śmierć Stalina w marcu 1953 r. nie zahamowała procesu totalnej wojny polskich sowieciarzy spod znaku UB z własnym narodem, wszakże wielu z nich zaczęło pojmować, że ten bastion terroru z jego wielkim wodzem , nie jest wieczny na tym padole. Musiało jednak upłynąć wiele miesięcy, zanim następni młodociani zaczęli na własnej skórze i ciele pierwsze oznaki tego otrzeźwienia. Kończyły się tortury w śledztwach , bicie złagodniało, choć nadal królowały inne formy łamania oporu przesłuchiwanych.

            Opuszczenie więzienia po odbyciu całości kary klub jej złagodzenia, nie kończyło wojny państwa  z uwolnionym więźniem politycznym. Miał on pozostać raz na zawsze dyskryminowanym obywatelem dalszej kategorii. Zwykle po kilkunastu miesiącach był on powoływany do „wojska” czyli do karnych batalionów roboczych w górnictwie lub przywięziennych zakładach produkcyjnych .

Wreszcie i stamtąd wychodzili na wolność, lecz jego patriotyczna przeszłość wlokła się za nimi przez lata, potem przez dziesięciolecia, kiedy wydawało się, że okres zbrodni i terroru z pierwszego dziesięciolecia stał się już zamkniętą kartą w dziejach Polski.

Wciąż jeszcze obowiązywał ściśle tajny rozkaz Radkiewicza – szefa MBP Nr 57 AC-2729/48 z dnia 8 listopada 1948, nakazujący permanentną inwigilację wychodzących na wolność, ze szczególnym uwzględnieniem byłych więźniów politycznych.

.... Cień tych rozkazów wlókł  się za zwolnionymi i spychał ich na margines społeczeństwa. Rozpoczynało się to od odmowy przyjęcia do szkół celem uzyskania matury. Z reguły spotykali się z odmową dyrekcji. Pozostawała nauka w szkołach wieczorowych dla pracujących, ale właśnie otrzymanie pracy było niezwykle trudną barierą powrotu do życia: pracy dla „takich jak pan u nas nie ma !” – słyszeli u „ personalnych” zakładów pracy i urzędów. Była i owszem  - praca w górnictwie, w najcięższych zawodach o permanentnym niedoborze rąk do pracy.

Po masakrach w śledztwie, po pobycie w więzieniach, po pracy w karnych batalionach, wychodzili przeważnie ze zrujnowanym zdrowiem. Byli jeszcze młodzi, jeszcze młode organizmy nie ujawniały wszystkich schorzeń. Zaczynało to „wyłazić” po czterdziestce. Dziś większość z nich  - ludzi około 70 – letnich, to inwalidzi drugiej i trzeciej grupy. Typowe  schorzenia i kalectwa, to uszkodzone kręgosłupy, wybite zęby, choroby serca, nerek, wątroby oraz kończyn dolnych. Wielu wykazuje rażące wady słuchu – to od uderzeń w głowę, w okolice uszu. Nagminnie cierpią na nerwice, niektórzy z tego powodu włącznie z komplikacjami psychiatrycznymi, z  syndromem więziennym – ( obsesje  i nieprzystosowanie do środowiska ), jako pochodne bicia, tortur, terroru psychicznego w śledztwie i więzieniach  -  już przed 50 – tym rokiem życia nie nadawali się do pracy.  

Publikacje tematyczne  : Krzysztof Szwagrzyk - "Jaworzno - Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951-1955" 

                                               Mateusz Wyrwich - "Łagier Jaworzno"

Powrót do strony głównej

 

 Powrót do początku strony